Skip to content

Haracz dla wymiaru „sprawiedliwości”

5 lutego 2007

Już od dawna wiadomo, że zachłanność urzędnicza nie ma granic. Legendarną jest nieodpowiedzialność polskich sądów rodzinnych i skrajna dyskryminacja ojców. Dla zaspokojenia poczucia władzy  i regularnych dochodów, urzędnicy wymiaru „sprawiedliwości” nie wahają się rozbijać rodziny i współdziałać w ukrywaniu przed ojcem małych dzieci. W zamian za możliwość spotkania się dziećmi żąda się wysokich opłat. Stwierdzenia padające w tym artykule brzmią jak filmowy horror, gdyby nie fakt, że doświadczam ich na samym sobie.

180zł za spotkanie z dziećmi

Po ponad roku poszukiwań i zabiegów, dowiedziałem się, że będę mógł spotykać się z moimi uprowadzonymi córkami raz w tygodniu. Dla ułatwienia mi tego zadania zostały one wywiezione na drugi koniec Polski. Poza tym powiedziano mi, że taka przyjemność kosztuje. Za prawo do chodzenia z dziećmi po ulicy przez trzy godziny, niezależnie od pogody, każe mi się płacić 180zł. Ma to być opłata za ochronę w postaci nadzoru kuratora. Tak podobno mówi prawo, prawo tworzone przez urzędników dla urzędników.

Praworządne państwo czy mafia

Wszystko to dzieje się w obliczu „prawa”, humanitaryzmu i wspierania rodziny zgodnie art.18, art. 33 ust 1, art. 71, czy art. 72        Konstytucji.  Tak przynajmniej można było zrozumieć z uzasadnienia postanowienia Sędziów Sądu Apelacyjnego w Warszawie, którzy łaskawie zezwolili na kontakty z dziećmi w obecności kuratora. Jest to niewątpliwy postęp w porównaniu z sędziami niższej instancji, którzy te kontakty uniemożliwiali. Świadomie używam określenia sędziowie a nie sąd, gdyż wszystkie te postanowienia były wydawanie na posiedzeniach niejawnych, na ogół bez udziału stron. Ten sposób załatwiania spraw bardziej pasuje do mafii czy Ku Klux Klanu niż do oświeconej demokracji, do jakiej pretenduje RP. W ciągu prawie czterech miesięcy jakie upłynęły od wydania postanowienia, wciąż nie miałem jeszcze możliwości spotkania. Akta sprawy krążą bezsensownie między sądami niższej instancji a przekazanie ich z biurka na biurko musi się za każdym razem uprawomocnić.

Ojciec zabiegający o powrót dzieci to wariat

Powód obecności kuratora przy spotkaniach z dziećmi nie został jasno określony. Stwierdzono jedynie, że matka niepokoi się o bezpieczeństwo dzieci. Nie zostało jednocześnie powiedziane, jakiego rodzaju niebezpieczeństwo może dzieciom grozić. Mogę tylko przypuszczać, że w poddanych postępowej indoktrynacji umysłach pracowników wymiaru, sam fakt bycia ojcem to przestępstwo, a co najmniej objaw choroby psychicznej. Na pewno matka, żeby urodzić, musiała być zgwałcona. Ojciec zatem jest osobą z zasady niebezpieczną.

W celu udowodnienia owej urzędniczej tezy, ojciec zabiegający o powrót dzieci do domu, poddawany jest wielokrotnym badaniom psychiatrycznym. Dla ułatwienia „badania” wcześniej jest zakuwany w kajdanki, bity i zamykany na 48 godzin. Po tym wstępie, z ostrym bólem głowy i kręgosłupa dostarczany jest „biegłym”. Diagnoza jest standardowa – podejrzenie paranoi polegające na wątpliwości w uczciwość urzędniczą. Zalecenie zamknięcia na 6 tygodni obserwacji w zakładzie psychiatrycznym.

Jest to sposób rozumowania Prokuratury i Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli. Posłusznymi zaś biegłymi są psychiatrzy ze szpitala w Warszawie przy Nowowiejskiej. Nie jest to jednak wyjątek.

Rozprawa niepotrzebna

Sędzia, w pojęciu wymiaru, jest osobą nie tylko wszechmogącą ale i wszechwiedzącą. Niepotrzebna jest mu rozprawa, na której można dociec prawdy, poprzez dociekliwe pytania. Nie są konieczne opinie psychologów rodzinnych. Zdecydowanie preferowane są posiedzenia, na których dopuszcza się, w najlepszym wypadku, jedynie oświadczenia stron, bez możliwości wzajemnego przesłuchania świadków. Najlepiej jeśli są to posiedzenia niejawne bez udziału zainteresowanych.

Sprawy sądowe są często dość skomplikowane. Zwykle co najmniej jedna ze stron kłamie a papier może znieść wszystko. Dlatego w prawie w całym świecie istnieją rozprawy. Rozwiązywanie problemów ludzkich, wymaga nie tylko znajomości kodeksów ale przede wszystkim doświadczenia życiowego, odpowiedzialności i zwykłej przyzwoitości. Dla polskich sędziów te rzeczy nie mają jednak znaczenia. W taki sposób zdecydowano o powierzeniu dzieci matce i obecności kuratora przy moich spotkaniach z córkami.

Sędziowie uzurpatorzy

Sądy znane są od zarania dziejów i były pomyślane w celu cywilizowanego rozwiązywania konfliktów. Zawsze w sądzie uczestniczyły obie strony konfliktu a sędzia – władca lub jego namiestnik rozważał argumenty zgodnie z zasadami lokalnego prawa. Polacy są genialnym narodem. Aby sądzić, nie trzeba mieć wiedzy życiowej, wystarczy być dobrze urodzonym, najlepiej w rodzinie prawniczej. W sądach często spotyka się asesorów, młodych urzędników oddelegowanych do wydawania postanowień, włącznie z pozbawianiem wolności, bez stosownych kwalifikacji i bez nominacji prezydenta. Ludzie ci uzurpują sobie olbrzymią władzę bez podstaw prawnych. A przecież artykuł 179 Konstytucji wyraźnie mówi, że sędziowie są powoływani przez prezydenta RP, bez żadnych wyjątków od tej reguły. Mój protest, że asesor nie ma prawa sądzić, był zignorowany, a protokole posiedzenia nie pozostał po nim ślad.

Dobro dzieci?

Zgodnie z prawem, sąd ma obowiązek kierować się dobrem dzieci i dobro to ma wyższość nad interesami dorosłych. Od półtora roku, moje dzieci dla uniemożliwienia mi kontaktu, są przenoszone z miejsca na miejsce. Do klasy zerowej chodziły jedynie przez dwa miesiące. Na domiar złego matka  związała się z sektą i jest poważne ryzyko indoktrynacji dzieci. Poza tym, zostały one zabrane z wygodnego domu w podwarszawskiej wsi, gdzie miały wszelkie wygody, wraz w wielkim ogrodem, lasem i mnóstwem polnych dróg do jazdy rowerowej.

Gdy dowiedziałem się do której szkoły chodzą dzieci i zażądałem od dyrekcji szkoły przy ul. Żytniej w Warszawie, umożliwienia mi spotkania z nimi, wezwano policję  a dzieci zostały wyprowadzone tylnymi drzwiami, tak abym nie mógł się z nimi spotkać. Dyrektor szkoły o swoim wyczynie nie omieszkała pochwalić się sądowi. Był to dodatkowy argument dla sędziny aby uniemożliwiać mi spotkania, a przeciwko mnie skierowano formalne oskarżenie o próbę spotkania się z dziećmi bez pozwolenia sądu, mimo że kontakty nie były zabronione ani nawet ograniczone, żadnym prawomocnym postanowieniem. Każdy człowiek o zdrowym umyśle zauważyłby, że jedyną normalną osobą w tym cyrku jest ojciec. Zrozumienie takich oczywistych rzeczy przekracza jednak możliwości intelektualne polskiego urzędnika a tym bardziej biegłych psychiatrów i pracowników wymiaru „sprawiedliwości”.

Nieodpowiedzialność urzędnicza

Jak się okazało, nawiedzona religijnie, natchniona przez swojego guru matka, zamieszkała z dziećmi w jednopokojowej kawalerce w bloku, bez placu zabaw, w środowisku ludzi o nienajlepszej reputacji. Według pracownika opieki społecznej i Rzecznika Praw Dziecka, dzieci miały w ten sposób zapewnione poczucie bezpieczeństwa.

Trudno w tym wszystkim winić matkę, która jest ewidentnie otumaniona przez sektę. Świadczy, to jednak bardzo źle o całym aparacie urzędniczym, którzy świadomie doprowadza do niszczenia dzieciństwa i psychiki dzieci. Wyrwanie z domu rodzinnego odbije się negatywnie na ich psychice i zapadnie w świadomości do końca życia. Zachowanie się urzędników w tej historii to mieszanka korupcji,  niekompetencji, pospolitej głupoty ale też ewidentnej sadystycznej złośliwości. A wszystko tylko dlatego aby trzymać się swoich urzędniczych stołków za wszelką cenę. Bez owej szkodliwej ingerencji w życie rodziny, dzieci by dawno wróciły do domu ale urzędnicy pozbawieni byliby racji bytu.

Mediacja niepożądana

Na krótkich  posiedzeniach sędziowie nie są w stanie zrozumieć złożoności problemu. Dużo bardziej efektywna byłaby profesjonalna mediacja z udziałem życzliwego psychologa, który byłby w stanie znacznie głębiej wniknąć w sprawę. Sądy wiedzą lepiej co jest dobre dla rodziny. Mediacja wykluczyłoby możliwość jątrzenia stron i przeciągania sprawy. Bez tego, duża część profesji prawniczej urzędniczej pozostałaby bez pracy i dochodów z wymuszeń. Dlatego moje, wielokrotnie ponawiane, propozycje mediacji i ugody z matką dzieci są ignorowane.

Zmiany prawa

Ostatnio dowiedziałem się, że ministerstwo sprawiedliwości przygotowało projekt zmian w prawie, wprowadzający dla obojga rodziców nie tylko prawo ale obowiązek kontaktu z dziećmi. Wydaje się to krokiem we właściwym kierunku. Jak wszakże pokazuje praktyka, prawo jest jedynie na tyle dobre na ile jest ono przestrzegane. Jak do tej pory jednak, prawo jest z premedytacją łamane przez ludzi powołanych do jego wprowadzania z życie.

Bogdan Goczyński

styczeń 2007

Advertisements
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: