Skip to content

Cała władza w ręce psychopatów

22 kwietnia 2007

Gdy myślałem,  że już o mnie zapomnieli, nagle dali o sobie znać. Właśnie ostatnio otrzymałem obszerne i wyczerpujące zaświadczenie od szefa Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej o moim doskonałym zdrowiu psychicznym. Pospiesznie złożyłem je w sądzie wraz z wnioskiem  o wycofanie skierowania na obserwację psychiatryczną. Zaświadczenie to potwierdzało to, co było oczywiste dla każdego postronnego obserwatora. Cała sprawa przeciwko mnie od początku była ustawiona. Dlatego już na wstępie Asesor Mokrosińska z prokuratury w Pruszkowie uniemożliwiała przesłuchanie świadków ani nie dopuszczała innych dowodów.

Scenariusz na wariata

Podobnie działo się w sądzie. Moi świadkowie nie byli wezwani, a sędzia  Marianna Kryń-Kosieradzka nawet nie rozważała przesłuchania przeze mnie świadków oskarżenia i oraz samych oskarżycielek. Cały jej wysiłek był natomiast ukierunkowany na zrobienie ze mnie chorego psychicznie. „Fakt” mojej winy był dla niej bezsporny, mimo że w moich pismach wykazywałem sprzeczności zeznań i kłamstwa. Oskarżycielka miała z góry przygotowane odpowiedzi na pytania sędziny a „biegli” psychiatrzy skrupulatnie wykonali instrukcje sądu. Chodziło o to, aby interes się kręcił i dostawali kolejne zlecenia. Skarga do drugiej instancji została odrzucona, a z uzasadnienia można wywnioskować, że sąd nawet nie czytał akt ani nie słuchał tego, co mam do powiedzenia.

Jak zdążyłem się zorientować, do jednostek policji w całej Warszawie rozesłano nakazy doprowadzenia mnie do psychiatryka. Podawano różne adresy z wyjątkiem tego gdzie rzeczywiście mieszkałem, a który był w aktach sprawy. Sąd i policja mieli do mnie telefon, ale z niego nie skorzystali. Chodziło o upozorowanie mojego ukrywania się i uzasadnienie doprowadzenia siłą. Innymi słowy, chciano pokazać, kto tu rządzi. Dlatego też korzystając z mojej obecności w sądzie, po cichu wezwano policję, wykręcono mi ręce i skuto kajdankami.

Stało się to, gdy po złożeniu wspomnianego pisma, poprosiłem o wgląd w akta. Przewodniczący wydziału, niejaki Kobus, o wyglądzie rosyjskiego czynownika, dosłownie pienił się, gdy usiłowałem mu wytłumaczyć, że jest inne postanowienie sądu wyższej instancji, stojące w sprzeczności z nakazem obserwacji w wariatkowie. W swoim zacietrzewieniu chyba nawet nie był w stanie zrozumieć, co mówiłem. Wrzeszczał tylko, że zostałem prawomocnie skierowany na obserwację i kazał wyprowadzić mnie psom. Zanim mnie skuli i wyrwali telefon, zdążyłem jeszcze zadzwonić do naczelnego Afer Prawa, że mnie biorą. Zdzichu był akurat w drodze z Sanoka do Warszawy, gdzie mieliśmy się spotkać. Powiedziałem mu żeby znalazł sobie inne miejsce na nocleg.

Wielokrotne badania w tej same sprawie

Ciekawe, że w czasie, gdy „wymiar” z Pruszkowa chciał ze mnie zrobić wariata, prokuratura dla Warszawy-Woli wytoczyła mi inną sprawę. Zarzuty były tym razem zupełnie absurdalne. Oskarżono mię między innymi o próbę skontaktowania się z dziećmi i znęcanie się nad żoną, w czasie, gdy ta ostatnia pozorowała ukrywanie się przede mną, mieszkała w swojej kawalerce z dziećmi i nie znałem nawet jej numeru telefonu. Jeśli chodzi zaś o dzieci to nie było żadnego prawomocnego postanowienia powierzającego dzieci matce, ani tym bardziej mojego zakazu styczności z dziećmi. Asesor Dołgań-Szymańska z prokuratury, nie była zainteresowana faktami. Uniemożliwiała mi nawet zapoznanie się ze szczegółami zarzutów. Jedyne, czym była zainteresowana to kilkakrotne zamknięcie mnie w szpitalu psychiatrycznym, oddzielnie za każdy zarzut. Wydaje się, że podnieciła się systemem amerykańskim, gdzie sumuje się wyroki więzienia. Tam jednak najpierw trzeba udowodnić winę.

Dokładne zapoznanie się z aktami sprawy i zarzutami umożliwiono mi dopiero po pół roku w sądzie na dla Warszawy-Woli.

Wcześniej proponowałem prokuraturze przesłuchanie świadków w mojej obecności i konfrontację z żoną. Chciałem nawet zapłacić za badanie wariograficzne dla sprawdzenia słuszności oskarżeń. Wszystkie te prawa są ujęte w kodeksie postępowania karnego. Dołgań-Szymańska z prokuratury trwała jednak niewzruszenie w wierze we własną wielkość i niedoścignioną wiedzę. Zostałem zakuty w kajdanki i zaciągnięty kolejny raz do psychiatrów. W tym czasie nie byłem nawet formalnie oskarżony i takie postępowanie było nie tylko nadużyciem a ale karygodnym łamaniem prawa. Oczywiście biegli zastosowali się do zaleceń. Uzasadnieniem podejrzenia mnie o chorobę psychiczną był brak zaufania do sądu. Wcześniej podstawą stwierdzenia u mnie paranoi było uważanie się za niewinnego. Wszystko to miało miejsce mimo obecności w aktach zaświadczenia o mojej zdrowej psychice.

Szybki wypis z idealnym stanem zdrowia

Po niecałych dwóch tygodniach wypuszczono mnie z zaświadczeniem o idealnym stanie zdrowia psychicznego, przed 6-tygodniowym terminem. Mam podstawy, aby twierdzić, że stało się tak, bo sprawa stawała się już znana i wstawiło się za mną grono osób i instytucji, w tym Afery Prawa. Być może pomogły też odwiedziny redakcji i informacja w Aferach. W szpitalu odmówiłem przyjmowania jakichkolwiek leków, nawet nasennych. Była to dobra decyzja, gdyż pomogła mi w testach i badaniach. Widziałem, co działo się z ludźmi, początkowo wyglądającymi na zdrowych. Dawka psychotropów robiła z nich powolnych lunatyków. Na pobyt w psychiatryku byłem przygotowany, więc starałem się uważać na to, co mówię do pacjentów i personelu, wiedząc, że mogą to być ludzie niebezpieczni. Tą samą zasadę stosowałem w stosunku do policji.

Dewianci idą w zaparte

Wymiar „sprawiedliwości” wyraźnie idzie w zaparte. Mój wniosek od wznowienie procesu został przez sędzię Kryń-Kosieradzką, z sądu w Pruszkowie, odrzucony. Wciąż nie ma ona przekonania, co do mojej poczytalności, mimo trzech pozytywnych opinii, w tym obserwacji i testów. Po licznych badaniach i pobycie w zakładzie, mam już pewną praktykę w zauważaniu dewiacji psychicznych. Do takich dewiacji należy między innym poczucie wyższości, wiara we własną genialność i nieomylność. Należy dodać do tego żądzę władzy i skłonności sadystyczne. Są to cechy jako żywo pasujące do wymienionych urzędniczek wymiaru i policji. Po rzetelnych badaniach ludzie ci prawdopodobnie zostaliby zatrzymani w wariatkowie jako osoby niebezpieczne. Problem polega na tym, że byliby oni zastąpieni następnymi, których w „wymiarze” nie brakuje. Władza przyciąga tego typu charaktery. Poza tym choroby psychiczne są dziedziczne, a powiązania rodzinne w profesji prawniczej są znane.

Logika nietykalnych

Nie wszystko da się wytłumaczyć dewiacjami, dlatego wciąż usiłuję zrozumieć  logikę nietykalnych. Przypuszczam, że jak zwykle chodzi o pieniądze. Ciekawą rzeczą jest związek mojej żony z wpływową i zasobną sektą. Napisałem już dziesiątki skarg na prokuraturę i sądy. Konsultowałem się też z psychologiem. Psychiatrzy spisywali moje wypowiedzi. Wszędzie kwestia sekty była skrzętnie eliminowana z zapisu rozmów.

Jest to tylko jeden z wątków. Faktem jest też powtarzający się charakter nadużyć, w tym nadużyć psychiatrii. Niewątpliwie nie jest to przejaw mody i samowoli urzędniczej, ale polityka sankcjonowana odgórnie. Na pewno minister sprawiedliwości nie może tłumaczyć się niewiedzą, gdyż od Internetu nie został jeszcze odcięty. Czytając wypowiedzi ministra odnoszę wrażenie, że liberalne zasady państwa prawa to dla niego odkrycie, które poznaje w kontaktach z zachodnimi kolegami. Większość sędziów takich możliwości, ani praktycznych, ani intelektualnych, nie ma. Aby się porozumiewać z kolegami z zagranicy trzeba znać języki a przynajmniej angielski, a z tym jest różnie. Najlepiej zaś byłoby odbyć staż, w którymś z krajów o utrwalonej praworządności. Być może w ten sposób nastąpiłby odwrót od zaszłości z czasów komunistycznych, gdy wymiar władzy miał jedynie charakter represyjny. Niestety młode pokolenie urzędników przejmuje owe złe wzorce.

Innym aspektem jest feminizacja sądownictwa, która prowadzi do dominacji emocji i utrudnia chłodny i logiczny sposób myślenia w sprawach rodzinnych.

Byłoby doprawdy z pożytkiem dla wszystkich, gdyby przedstawiciele narodu w Sejmie, zamiast zajmować się intrygami partyjnymi, zajęli się istotnym sprawami, w tym praworządnością. Będzie to z pożytkiem dla nich samych, gdyż nietykalni już ostrzą sobie zęby na zniesienie immunitetu poselskiego. Wtedy cała władza będzie ich rękach.

Bogdan Goczyński

Advertisements
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: