Skip to content

Powrót państwa policyjnego

2 lipca 2007

Od półtora roku jak sprawy rodzinne zmusiły mnie do przyjazdu do Polski, obserwuję niepokojące zjawisko. Jako żywo przypomina mi to czasy minionej epoki. Chodzi o narastającą arogancję „władzy” a właściwie ludzi, którzy za takową się uważają. Jesienią zeszłego roku, wieczorem, wracałem z bratem z uroczystości rodzinnej. Na jego posesję wjechał po nas jakiś samochód. Zdaje się, że podążał za nami jakiś czas. Była to policja. Nie mieli konkretnego powodu. Chcieli tylko skontrolować dokumenty. To, że był to teren prywatny i nie mieli prawa nikogo legitymować, nie miało dla nich znaczenia. Nie kłóciłem się, pokazałem prawo jazdy i resztę pliku papierów, które w tym kraju trzeba ze sobą wozić. Dmuchnąłem w alkomat. Odjechali.

Innym razem, w Jankach koło Warszawy, szedłem do przystanku autobusowego. Zaczęła za mną jechać policja. Udałem, że ich nie widzę i szedłem dalej. Zaczynał padać deszcz. Zatrzymali mnie i zażądali dokumentów. Spytałem czy mają konkretny powód do legitymowania mnie. Nie musieli mieć powodu. Dałem paszport. To jeszcze bardziej wzbudziło podejrzenia mundurowych. Chcieli widzieć gdzie mieszkam i czym się zajmuję. Mieszkałem w domu a zajmowałem się trzymaniem się z daleka od policji. Długo coś sprawdzali przez radio. Ponieważ deszcz padał coraz mocniej, powiedziałem, że muszę iść a dokumenty mogą mi podrzucić do domu lub przysłać pocztą. To ich rozjuszyło. Jeden z nich wyskoczył z samochodu, groził mi kajdankami i zawiezieniem na komendę do wyjaśnienia. Dowiedziałem się, że mogę być zamknięty na 48 godzin a oni mają takie prawo. Ostatecznie paszport oddali po kilku minutach i przemoknięty dotarłem pod wiatę przystanku. Takich przykładów mógłbym podać więcej. Potwierdzają to rozmowy ze znajomymi.

Wyrywkowe kontrole zdarzają się na dworcach kolejowych czy autobusowych jak za okupacji. Pewien lekarz, biegły wykonujący obdukcje, mówił mi o narastającej brutalności policji. Ilość pacjentów poturbowanych przez „władze” znacznie wzrosła w ciągu ostatnich dwóch lat.

Miejscowy właściciel sklepu skarżył mi się na szykany ze strony miejscowej policji. Klientom kazano wychodzić ze sklepu i legitymowano ich. Ewidentnie chodziło o zniechęcenie ludzi do zakupów.

Najłatwiej w ten sposób jest atakować przyzwoitych, spokojnych ludzi. Przed bandytami policja czuje respekt. Mogą bowiem zrobić to co się wydarzyło w Krakowianach koło Nadarzyna czy w Magdalence.

Naiwnością byłoby sądzić, że zachowania te są wynikiem samowoli. To raczej niemożliwe w policji, gdzie obowiązują jasno określone zasady postępowania. Towarzyszy temu korupcja sądów i nadużywanie władzy przez prokuraturę. W Polsce funkcjonuje instytucja tymczasowego aresztu, która pozwala praktycznie trzymać ludzi za kratami w nieskończoność, przedłużając każdorazowo trzymiesięczne zatrzymanie. „Niezawisłe” sądy z reguły zatwierdzają wnioski prokuratury.

Jeśli zarzuty są fikcyjne i niemożliwe do udowodnienia w sądzie, stosuje się metodę na wariata. Biegli psychiatrzy dla zarobku potwierdzą każdą tezę prokuratury. W razie protestów delikwent jest zatrzymywany na 48 godzin i dostarczany na badanie w kajdankach a sąd skwapliwie potwierdzi konieczność obserwacji psychiatrycznej. W szpitalu zastrzyk z psychotropów załatwi resztę. Ze zdrowego, człowiek stanie się powoli snującym się lunatykiem.

W ten sposób próbuje się traktować członków organizacji przeciwstawiających się bezprawiu, autorów niewygodnych książek czy nawet ojców domagających się respektowania ich praw wobec dzieci. Rutynowo kontrolowane są też emaile i rozmowy telefoniczne. To wszystko dla „bezpieczeństwa”, a może chodzi o to, by nikt nie czuł się zbyt pewnie.

Jest to temat, dla którego nie ma miejsca w telewizji. Trudno też przypuszczać by działo się to bez aprobaty odpowiedzialnych ministrów. Być może jednak czas, by sprawą zajęli się przedstawiciele władz pochodzący z wyboru. Praworządność bowiem jest rzeczą nadrzędną dla dobrego funkcjonowania społeczeństwa i państwa. Nich posłowie nie sądzą, że sprawa nie dotyczy ich, bo są u władzy. Immunitet można stracić i wtedy okaże się, że reguły praworządności są bardzo pożądane i mogą obronić nas przed wrobieniem w aferę. Okazywało się już, że żelazne dowody winy przestawiane w mediach, przy konsekwentnej obronie w sądzie okazywały się fikcją. Oskarżenie zaś służyło znalezieniu kozła ofiarnego i zatuszowaniu nadużyć lub nieudolności osób stojących wyżej w hierarchii.

Bogdan Goczyński

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: