Skip to content

Psychopaci w sądzie, odwykówce i w szkole.

9 lutego 2009

Nie tak dawno wysłałem do Ministra Sprawiedliwości pismo z prośbą o badanie psychiatryczne sędziego Adama Skowrona z Tarnowskich Gór.  Ostentacyjna pogarda dla prawa ze strony tego człowieka, brak normalnych ludzkich odruchów i prymitywne manipulacje, wskazują na psychopatyczną osobowość. Nie jest on przy tym wyjątkiem w wymiarze sprawiedliwości lecz regułą. 14 stycznia tego roku miałem rozprawę w kwestii kontaktów z dziećmi. Była ona efektem złożenia mojego wniosku w maju zeszłego roku. Jak widać sądy polskie w sprawach humanitarnych działają z niesamowitą szybkością. Metody i logikę tych działań przedstawiłem w  artykułach  „Minister Czuma: psychopaci pozostają na miejscu” i „Psychopaci i kryminaliści u władzy”.

Na wypadek, gdyby Ministerstwo nie poinformowało sędziego i prezesa sądu o moim wniosku, przed rozprawą wysłałem jego kopię do sądu faksem. Na rozprawie sędzia Skowron odczytał wniosek o badanie psychiatryczne samego siebie, bez zmrużenia oka. Jak widać, uczucie zażenowanie jest mu obce.

Znając matactwa polskich sędziów przy protokołowaniu, kilka dni wcześniej złożyłem również wniosek o rejestrowanie dźwiękowe rozprawy. Artykuł 159 k.p.c. nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego prawa. Wymaga jedynie aby uprzedzić osoby na sali o fakcie rejestrowania. Sędzia Skowron jednak odmówił nagrywania w jakikolwiek sposób. Prawo jak widać dla niego się nie liczy. Jest wszak niezawisły.  Przyczyną była oczywiście regularna praktyka polskich sądów polegająca na fałszowaniu protokołów, co oczywiście miało miejsce także w czasie mojej rozprawy. Kilkakrotnie sędzia wprost odmawiał zaprotokołowania moich wypowiedzi i dochodziło do targów. Tak wygląda w polskim sądzie prawo do swobodnej wypowiedzi.

Jak wspomniałem we wcześniejszych artykułach, podstawową i konsekwentnie  przestrzeganą zasadą  polskich sędziów, jest antagonizowanie stron konfliktu i dezorganizowanie ich życia. W sądach rodzinnych dodać należy jeszcze zasadę rozbijania rodzin. Sprawa moja była prosta i zgodnie z prawem należało to załatwić w ciągu tygodnia, czyli na początku czerwca zeszłego roku. Dewianci czuliby się wówczas jednak bezwartościowi, nie mieli możliwości manipulacji i okazywania władzy. Być może dochodzi do tego jeszcze masochizm związany z chęcią zaistnienia w Aferach Prawa. Dlatego wyznaczono taki długi termin. Dodatkowo w czasie rozprawy sędzia przypomniał sobie, że zanim cokolwiek zdecyduje, to przecież mój dom musi być sprawdzony przez kuratora, czy się nadaje dla dzieci. Z dziwnych jednakże względów miliony rodzin mieszkają w tym kraju bez „zezwolenia” sądu i „ekspertyz” kuratorów. Dlaczego akurat warunki w moim domu mają być sprawdzane, tego nie wiem. Jednakże biorąc pod uwagę perwersyjną logikę sędziego Skowrona zapewne chodziło o obrzydzenie mi życia, przedłużenie sprawy i utrudnianie rozładowania konfliktu rodzinnego.

Ponieważ moje spotkanie z dziećmi miało się znowu odwlec, a są one ukrywane przede mną przez dewiantów już kilka lat, przypomniałem, że przecież jest wciąż aktualne postanowienie Sądu Apelacyjnego o spotkaniach w każdą sobotę. Nie było ono jednak egzekwowane, gdyż matka dzieci odmawiała podporządkowania się owemu postanowieniu a prezes sądu w Tarnowskich Górach, Teresa Żyłka, straszy mnie więzieniem, jeśli bym zbliżył się do miejsca zamieszkania moich córek. Jednym słowem psychopatia w pełni. Ten stan rzeczy opisałem w artykule „Izolować niepoczytalnych sędziów”. Sędzia Skowron w związku z powyższym zdecydował, że od 16 stycznia co dwa tygodnie będę mógł się spotykać z dziećmi w ośrodku „To Tu” w Tarnowskich Górach. Ta przyjemność dodatkowo ma mię kosztować każdorazowo 180zł, nie licząc kosztów dojazdu 280km w jedną stronę.  Mimo wszystko chciałem się tam wybrać zgodnie z postanowieniem sądu. Po raz kolejny jednak okazało się, że sędzia bez przekrętu nie wytrzyma. Na spotkaniu miał być obecny kurator ale na wszelki wypadek sędzia nie wydał odpowiednich dyspozycji. Na to potrzeba było kilku tygodni mimo, że kuratorzy urzędują w sąsiednim pokoju. Tak naprawdę to kurator potrzebny był jedynie po to, żeby skomplikować sprawę i ingerować w przebieg spotkania. Poza tym dowiedziałem się, że wbrew moim przypuszczeniom „To Tu” nie jest ośrodkiem pomocy rodzinie lecz centrum odwykowym dla alkoholików i narkomanów, tak jakby nie było lepszego miejsca na spotkania dla dziesięcioletnich dzieci. Przysłano mi też pismo, że mam się tam stawić trzeźwy i nie wszczynać awantur. Sędzia zapewne sądzi po sobie i być może jest bywalcem owego centrum odwykowego. Najprawdopodobniej jednak po raz kolejny okazuje się, że wymiar sprawiedliwości dopuszcza się prowokacji zgodnie z odgórnymi instrukcjami prowadzenia spraw rodzinnych. Gdyby było inaczej to po prostu nakazano by przyprowadzenie dzieci do sądu w dniu kiedy tam byłem, żeby naocznie zobaczyć ich reakcję i umożliwić spotkanie. Takie rozwiązanie sugerowałem zresztą przed przyjazdem kuratorowi.

We wcześniejszych artykułach wspomniałem o epidemii psychopatii rozszerzającej się z sądów na resztę instytucji państwowych. Przed wspomnianą na wstępie rozprawą, udałem się do szkoły córek. Tego dnia oczywiście ich tam nie było, jak zwykle gdy pojawiam się zapowiedziany w Tarnowskich Górach. Na moje pytanie do dyrektor Renaty Kozdraś, czy jeżeli przyjadę bez zapowiedzi innego dnia, to umożliwi mi spotkanie z dziećmi, padło zdecydowane – Nie. Poprosiłem w związku z tym o dopowiedź na piśmie. Dyrektor zawahała się i stwierdziła, że musi skonsultować to z kuratorium. Po chwili wyszła z gabinetu i oświadczyła, że kuratorium zabroniło udzielać takiej informacji na piśmie. Warto przy tym przypomnieć, że nawet schizofreniczne sądy nie ograniczyły mi w żaden sposób władzy rodzicielskiej.

W międzyczasie była przerwa i podszedłem do grupki dzieci w wieku moich córek. Córki są bliźniaczkami i oczywiście były znane. Poprosiłem dzieci żeby przekazały córkom pozdrowienia ode mnie i powiedziały, że byłem w szkole i chciałem się z nimi spotkać ale pani dyrektor nie pozwala. W tym czasie dyrektor wyszła z gabinetu. O mało nie dostała apopleksji gdy usłyszała o czym rozmawiałem. Zaczęła mi grozić policją i kazała natychmiast opuścić szkołę. Oczywiście wyszedłem. Nie miałem tam już nic do roboty. Dzieci jednak zobaczyły prawdziwą twarz swojej pani dyrektor.

Jak zwykle, dla potwierdzenia mojej wiarygodności załączam efekt radosnej twórczości Sądu i ośrodka odwykowego.

Bogdan Goczyński

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: