Skip to content

Świry w togach

2 sierpnia 2009

Wyroki polskich sądów mogą wprowadzać w osłupienie. Można by się nawet zastanawiać, czy jest tam w ogóle stosowana logika i rozsądek w dochodzeniu do prawdy, poza straszeniem paragrafami. Co więcej, wiele faktów wskazuje, że sędziowie biorą udział w fabrykowaniu oskarżeń w sprawach o trzeciorzędnym znaczeniu. Byłbym w stanie zrozumieć, gdyby chodziło o duże pieniądze i prowizję, czy sprawę polityczną wagi państwowej. Robienie jednak prymitywnych przekrętów bez wyraźniej korzyści i wobec człowieka, o którym wiadomo, że wszystkie te oszustwa podaje do publicznej wiadomości, pachnie świrem.

Już w starożytności dla dojścia do prawdy, w obliczu sprzecznych zeznań stron i świadków stosowano metody nawiązujące do emocji ludzkich. Znana jest na przykład historia o pociąganiu osła za ogon w ciemnym pokoju. Świadkom, czy podsądnym mówiono, że jeśli skłamią, to osioł odezwie się ludzkim głosem. W rzeczywistości ogon był poczerniony sadzą i sędzia patrzył zeznającym na ręce. Kłamcy mieli oczywiście czyste ręce.

Współczesną odmianą tej metody jest wariograf, przy czym niekoniecznie trzeba go używać. Wystarczy samo pytanie: czy świadek jest gotów poddać się badaniu. Typowo – osoba prawdomówna na to się zgadza, zaś kłamcy odmawiają. Wariograf jest jednak nieporównywalnie bardziej zaawansowanym urządzeniem od osła i potrafi „przemówić”. Chodzi o to, że potężne oprogramowanie analizuje reakcje fizjologiczne organizmu i w zasadzie może wydać werdykt nawet bez udziału operatora. Współczesny wariograf jest efektem pracy pokoleń psychologów, fizjologów i inżynierów i jak twierdzą specjaliści, jest go bardzo trudno oszukać.

Polscy sędziwie strasznie nie lubią wariografu. Nie są jednak w stanie przeciwstawić się rozwojowi techniki i postępującej popularności urządzenia. Za odpowiednią opłatą można dzisiaj bez trudu zrobić takie badanie, w renomowanej instytucji i przez biegłego sądowego.

Wydawać by się mogło, że sędzia zanim wyda wyrok, powinien dobrze się zastanowić, tym bardziej jeśli oskarżenie oparte jest na podejrzanych dowodach, co przy poziomie intelektualnym polskich prokuratorów, jest rzeczą całkiem powszechną. Sędzia powinien też znać podstawowe metody odkrywania prawdy, jak chociażby ów opisany na wstępie. Jak już wcześniej wspomniałem, jest to nie tylko kwestia wątpliwego sumienia sędziego ale przede wszystkim instynktu samozachowawczego. W dzisiejszych czasach przy efektywności Internetu jest bowiem duża szansa, że nieuczciwy a na dodatek głupawy wyrok zostanie opisany i odpowiednio skomentowany.

Z intelektem polskich sędziów i prokuratorów jest coś nie tak, bo wpadki zdarzają im się nagminnie a nawet, z mojego doświadczenia, są bardziej regułą niż wyjątkiem.

Historia, do której nawiązuję, miała miejsce w sądzie w Tarnowskich Górach i już wcześniej częściowo ją opisywałem. W skrócie: zostałem oskarżony przez niezrównoważone kobiety, z historią choroby psychicznej w rodzinie, o pobicie i groźby karalne podczas próby zabrania moich dzieci do domu. Kobiety te przetrzymują z pomocą prokuratury i reszty dewiantów z wymiaru „sprawiedliwości” moje córki a wymienieni dewianci z kolei grożą mi więzieniem, nawet za samo zbliżenie się do miejsca ich przetrzymywania. Oczywiście zrobiono obdukcję a asesor Marcin Stolpa z tamtejszej prokuratury ujął to w akt oskarżenia, jednak jego wypociny byłyby wyśmiane przez przeciętnie rozgarniętego ucznia szkoły podstawowej. Zarzuca mi między innymi bicie po klatce piersiowej, wskutek czego miałem spowodować obrzęk nóg w kostkach!

Autorką obdukcji była zaś Halina Sobala – Sitko. Za coś tak takiego pani ta powinna zostać pozbawiona nie tylko uprawnień biegłego ale także prawa do wykonywania zawodu lekarza. Tymczasem praktykuje ona i jedno i drugie, dalej uprawiając radosną acz niebezpieczną dla otoczenia, twórczość.

Początkowo część świadków nie wiedziała na jaką okoliczność zeznają i przedstawiała mnie jako porywacza dzieci. O jakimkolwiek biciu nie było w ogóle mowy. Oskarżycielka natomiast sama zeznała, że pokonywała wysoki spiczasty płot. Zapewne też zeskakiwała z niego. Trudno żeby nie spowodowało to obrażeń u starej kobiety o znacznej nadwadze. Bicie zaś było wymyślone przez prokuraturę jako oskarżenie zastępcze, gdyż z uwagi na to, że miałem pełnię praw rodzicielskich nie mogli mnie oskarżyć o próbę porwania własnych dzieci. Ponieważ zauważono, że sprawa idzie w złym kierunku, sędzia Teresa Żyłka (i jednocześnie prezes sądu) powołała lewego świadka – Małgorzatę Sławik. Przekręt był szyty grubymi nićmi. Małgorzata Sławik bowiem zeznała, że biłem pięściami po głowie nie tylko teściową – Zofię Bachonko ale i jej sąsiadkę Iwonę Pykę. Problem w tym, że owa sąsiadka tego nie potwierdziła ani nie potwierdziła owych zeznań obdukcja Zofii Bachonko. Policja spisała dane wszystkich świadków obecnych przy zajściu. Małgorzaty Sławik tam nie było.

Na wszelki wypadek kierując się wcześniejszym doświadczeniem, spytałem najbardziej krytycznych świadków, w tym Małgorzatę Sławik i oskarżycielkę, teściową, Zofię Bachonko – czy podałyby się badaniu wariografem na wiarygodność swoich zeznań. Odpowiedź pytanych była odmowna, podczas gdy ja z góry deklarowałem taką wolę. Wykazałem też, że Zofia Bachonko ostentacyjnie składa fałszywe zeznania w kwestii udostępniania mi dzieci na spotkania. Nie miało to znaczenia.

Sędzia Teresa Żyłka nie tylko nie ukarała świadka i oskarżycielek za ostentacyjnie fałszywe zeznania ale wydała wyrok skazujący mnie. W tej sytuacji poddałem się badaniu wariografem. Żeby nie było wątpliwości, badanie było wykonane przez biegłego sądowego. Oczywiście wypadło ono całkowicie na moją korzyść.

Mimo to, idiotyczny wyrok sędzi Żyłki został podtrzymany przez Sąd Okręgowy w Gliwicach. Przy okazji, ciekawa była argumentacja tamtejszych sędziów odnośnie rzekomych gróźb karalnych. Otóż geniusze w togach stwierdzili, że w sumie nie jest istotne czy i co powiedziałem, liczy się co oskarżycielka pomyślała i czy potraktowała moje słowa jako poważną groźbę. Niewątpliwie taką argumentację można spotkać u pacjentów szpitala w Tworkach pod Pruszkowem. Żeby nie było wątpliwości, nie była to pomyłka. Sędziowie drugiej instancji znali wynik badania wariografem. Jednak w uzasadnieniu stwierdzono, że sąd nie miał obowiązku brać go pod uwagę. Jest to niewątpliwie słuszne. W stosunku do świrów nie można mieć żadnych wymagań a tym bardziej oczekiwać od nich logiki i rozsądku. Poza prezes sądu w Tarnowskich Górach, osobami z Sądu Okręgowego w Gliwicach o nieodpartej ambicji zaistnienia w Aferach Prawa są: SSO Ewa Trzeja – Wagner, SSO Bożena Żywioł, SSR del. Grażyna Tokarczyk.

Wraz z artykułem przedstawiam efekty twórczości ubranych na czarno geniuszy. Uzasadnień wyroków nie załączam, gdyż szkoda na nie miejsca w Aferach Prawa. Wynik badania wariograficznego jest dostępny poprzez niniejszy link.

Bogdan Goczyński

Linki do wcześniejszych artykułów na ten temat w Aferach Prawa.

Psychopaci i kryminaliści u władzy. Jak sądy niszczą polskie rodziny.

Przekręt w imieniu Rzeczpospolitej – Sędzia Żyłka idzie w zaparte.

Asesor Marcin Stolpa do psychiatry.

Wariograf potwierdza ustawianie spraw.

Granat w ręku wariata.

Reklamy

From → Uncategorized

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: