Skip to content

SOCJOTECHNIKA WOKÓŁ KRZYŻA SMOLEŃSKIEGO

15 lipca 2010

W dniach 8-12 sierpnia 2010 r. byłem kilkakrotnie przed Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie, żeby naocznie obejrzeć znany z mediów konflikt rozgrywający się wokół Krzyża Smoleńskiego. Stwierdziłem, że można mieć niechętny stosunek do krzyża chrześcijańskiego lub partii Prawo i Sprawiedliwość, ale warto zwrócić uwagę na zastosowaną socjotechnikę z udziałem policji i mediów.

Wokół Krzyża Smoleńskiego widać dwie główne strony konfliktu: jego zwolenników i przeciwników, policję, która powinna teoretycznie bezstronnie pilnować porządku i interweniować neutralnie w razie zaistnienia czynnej (fizycznej) napaści z czyjejkolwiek strony, oraz zwykłych przechodniów, którzy z zaciekawieniem, choć raczej biernie, uczestniczą w wydarzeniach.

Przy samym Krzyżu znajduje się grupa ludzi, nieustannie modlących się, których taktyka polega na tym, aby nie reagować na zaczepki słowne i (o ile się da) na fizyczne i za żadną cenę nie dać się sprowokować. Być może grupa ta rzeczywiście jest jakoś wspierana przez PiS i ma jakiś cel polityczny, ale jest faktem, że nie stanowi ona żadnego zagrożenia dla porządku publicznego.

Wokół modlących się, gromadzi się grupka ludzi, którzy wyraźnie usiłują sprowokować tych pierwszych, albo czynnie (agresją słowną, a czasem fizycznie), albo biernie (wspierając oklaskami i aplauzem słownym akty agresji wobec modlących się). Gdy ktoś z grupy „przeciwników krzyża” wchodzi w krąg modlących się i zaczyna wykrzykiwać pod ich adresem obelgi, ci jeszcze głośniej i żarliwiej się modlą. Agresorzy atakują nie tylko modlących się, ale i przechodniów, którzy – zdaniem „przeciwników krzyża” – filmują ich i z jakichś powodów się im to nie podoba. Ja sam byłem trzykrotnie przedmiotem agresji fizycznej ze strony „przeciwników krzyża”, w tym dwukrotnie usiłowano wyrwać mi z ręki aparat fotograficzny, a raz zostałem uderzony pięścią w twarz przez agresywnie zachowującego się człowieka w średnim wieku, który wtargnąwszy między grupę modlących się, wykrzykiwał obelgi, nie dając się namówić na odejście.

Warto więc filmować. Wśród aktywnych „przeciwników krzyża” są ludzie w koszulkach o treściach satanistycznych (widziałem symbole zespołu Fall of Seraphs i heartagram HIM), inni wyglądają na margines społeczny lub bojówkarzy. Są też ludzie rozhisteryzowani, niektórzy może odurzeni narkotykami, inni na pewno pod wpływem alkoholu, niekiedy z puszkami piwa w ręku. Niektórzy wyglądają jakby byli „na służbie” (może mamy okazję spojrzeć w twarz „nieznanym sprawcom”?).

Wszystkiemu dość biernie przygląda się z boku policja, której jest tam bardzo dużo. Biernie, bo co można sądzić o takich zdarzeniach:

1. Pod Krzyż podeszło trzech policjantów, wezwanych do uspokojenia człowieka, który ubliżał modlącym się, a mnie uderzył pięścią w szczękę. Policjanci zastanawiali się, co mają z nim zrobić, a gdy ten nadal rozrabiał, a policjanci zostali poinformowani przez świadków, że mnie uderzył, pytali czy chcę złożyć prywatne oskarżenie (zamiast od razu go wyprowadzić z mocy prawa).

2. Była pod Krzyżem grupka podpitych młodych ludzi, niektórzy z puszkami piwa w ręku, którzy słownie przeszkadzali modlącym się. Tymczasem, może się mylę, ale chyba jest w Polsce ustawa zabraniające spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Cała ta grupka „przeciwników” piła jednak alkohol wyraźnie w poczuciu bezkarności.

3. Pewien osiłek z grupy prowokującej zaczepki wobec modlących się pod Krzyżem, głośno oskarżył mnie o to, że go filmuję i zaczął wyrywać mi energicznie z ręki aparat. Jego zachowanie było na tyle agresywne, że musiałem głośno wzywać policję. Osiłek jeszcze przez jakiś czas usiłował się szarpać, ale przytomnie zaczęła go odciągać ode mnie towarzysząca mu dziewczyna. Policja nie przybyła (akurat zniknęła z okolicy, choć incydent był kilka metrów od Krzyża Smoleńskiego), ale i prowokatorzy gdzieś przepadli, a w promieniu kilku metrów, gdzie jeszcze kilka minut wcześniej stało sporo biernie przyglądających się ludzi, zrobiło się pusto.

Czy bierność policji opisana w powyższych punktach, nie jest łamaniem prawa?

Abstrahujmy teraz od konkretnej sytuacji rozgrywającej się wokół Krzyża Smoleńskiego i przełóżmy ją na zajście o dowolnym podłożu. Podstawmy w miejsce grupy modlących się pod Krzyżem Smoleńskim, jakąkolwiek inną grupę ludzi wyrażających publicznie swoje zdanie w jakiejkolwiek sprawie. Weźmy przypadek grupy ludzi manifestujących przeciw nadużyciom w sądownictwie lub w innej niewygodnej dla rządzącego establishmentu sprawie, a innym razem przypadek modlących się publicznie żydów, muzułmanów lub buddystów, albo demonstrujących homoseksualistów. Łatwo sobie wyobrazić dwie różne reakcje policji w obydwu przypadkach (i dwa różne tony komentarzy, np. w „Gazecie Wyborczej” i jej bezpłatnym warszawskim klonie „Metro”).

W przypadku manifestacji nielubianej przez establishment, policja będzie nękać manifestujących, próbując uchwycić pretekst prawny, poważający legalność zgromadzenia. Za przykład niech posłuży autentyczna sytuacja. W sierpniu 2009 r. na warszawskiej Pradze, od ul. Zielenieckiej w kierunku Jeziorka Kamionkowskiego, szedł patrol dwóch policjantów. Naraz odebrali komunikat radiowy, po którym przyspieszyli kroku. Szli bulwarem wzdłuż jeziorka, na tyłach fabryki Wedla, minęli grupę kilkunastu osób w wieku średnim lub starszym stojącą we wgłębieniu muru otaczającego Wedla, a po przejściu dalszych kilkudziesięciu kroków zawrócili i podeszli do grupy, którą przed chwilą minęli. Grupa stała spokojnie, jeden człowiek coś cicho opowiadał, a ruch na bulwarze był minimalny. Policjanci zażądali jednak okazania pozwolenia na zgromadzenie. Musieli chyba wcześniej przeliczyć uczestników, czy jest ich więcej niż piętnastu, bo podobno powyżej tej liczby trzeba mieć pozwolenie na organizację zgromadzenia. Okazało się, że pozwolenie było, jednak policjanci nadal się upierali, że zgromadzenie jest nielegalne, gdyż wg zezwolenia miało się odbywać przy kamieniu upamiętniającym miejsce narodzin Romana Dmowskiego, a grupa stała o kilkadziesiąt metrów dalej! Nie pomagały wyjaśnienia lidera grupy, że jej uczestnicy przenieśli się, aby nie tamować ruchu przy kamieniu, gdzie było wąsko z uwagi na biegnące obok wykopy ziemne. Wytłumaczeniem drobiazgowej gorliwości policjantów może być fakt, że nękana w grupa była związana ze Stowarzyszeniem Narodowym im. Romana Dmowskiego (spoza establishmentu). Widać też było, że ci młodzi policjanci działali wyraźnie na rozkaz przełożonych, być może nieco zażenowani wyznaczoną im rolą.

Jak tymczasem wyglądają manifestacje popierane przez establishment? Wystarczy posłuchać w TV rzecznika policji, który chętnie opowiada jak policja świetnie sobie radzi z zabezpieczeniem imprez typu parada homoseksualistów, poprzez umiejętne odseparowanie ich od kontrmanifestacji. Dlatego warto też filmować „profesjonalność” zachowań policji, w kontekście zachowań grupy protestującej przeciw obecności Krzyża Smoleńskiego. Przypominają one nieco działania policji w III Rzeszy, która też udawała, że nie widzi burd urządzanych przez bojówki hitlerowskie, skierowanych przeciwko Żydom w Niemczech („Kristalnacht”) lub przeciw Polakom w Wolnym Mieście Gdańsku.

Oczywiście, w przypadku Krzyża Smoleńskiego, establishmentowi wspieranemu przez koncern „Agora” i pokrewne media, chodzi o uzyskanie następującego efektu propagandowego: manifestacja obrońców Krzyża wywołuje niepokoje społeczne, więc krzyż należy usunąć sprzed Pałacu Namiestnikowskiego, przy czym dba się o to, aby nie pokazywać prowokatorów wywołujących te niepokoje i tolerującej to policji. Wtedy „Gazeta Wyborcza” może grzmieć: „Państwo przegrało!”.

Natomiast w przypadku manifestacji miłych establishmentowi, te same media głosiłyby slogany o prawie obywateli do pokojowego wyrażania swoich poglądów, o potrzebie tolerancji i o tym że Polacy powinni nauczyć się szanować odmienności, nawet gdy są one uznane za obraźliwe lub gorszące. Czym skończyłaby się np. próba wulgarnego wyrażenia przez tłum dezaprobaty dla ludzi stojących na ulicy i wybijających na bębenkach buddyjsko-hinduistyczne rytmy? A przecież oni, swoim zachowaniem i wyglądem, też publicznie manifestują swoją religijność!

Dlaczego jednak w przypadku Krzyża Smoleńskiego użyto nowatorskiej (jak na III RP) taktyki nękania manifestantów za pomocą bojówek tolerowanych przez policję i wspieranych medialnie przez neokomunistyczne media z „Agorą” na czele, zamiast tradycyjnego bezpośredniego nękania przez samą policję, za pomocą formalnych pozwoleń na urządzanie zgromadzeń? Być może byłaby to niezręczność polityczna wobec elektoratu katolickiego, może to jest nacisk na hierarchię kościelną, a może Platforma Obywatelska po prostu dostała takie dyrektywy od swych mocodawców? W każdym razie należy się obawiać, że zajścia pod Krzyżem Smoleńskim mogą być zwiastunem nowej taktyki rozbijania „trudnych politycznie” manifestacji, za pomocą bojówek działających w asyście policji.

Na marginesie: Zestawienie propagandy „Agory”, nawiązującej w oczywisty sposób do kanonów propagandy stalinowskiej, z propagandą Niemiec hitlerowskich, nie jest całkiem przypadkowe. Zwróciła uwagę na to zjawisko np. Maria Dąbrowska w swoich Dziennikach (w nieocenzurowanej, pełnej wersji). Pisarka, komentując powojenne procesy sądowe polskich aktorów, którzy w czasie okupacji występowali w niemieckich antypolskich filmach, dostrzegła podobieństwo schematów w propagandowych filmach stalinowskich i hitlerowskich. Zbrodniarzami byli tam zawsze Polacy, natomiast współpracującymi z nimi oprawcami i ich ofiarami byli na przemian Niemcy i Żydzi, zmieniający się miejscami w zależności od wariantu propagandy. Ale to już inna historia

(Gojan)


Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: