Skip to content

Od siedmiu lat prokuratura ukrywa moje córki

8 grudnia 2012

O tym że rodziny są rozbijane w sposób planowy a przepisy prawne i instytucje mające rzekomo chronić dzieci, są perwersyjnym przekrętem wymyślonym przez psychopatów w urzędach, byłem przekonany już od dłuższego czasu. Od siedmiu lat nie mogę nawet spotkać się z córkami, wydawane są za to dziwne postanowienia o kontaktach, o których wiadomo, że nie dadzą się wyegzekwować. Tworzone są  sztuczne problemy formalne etc. O tym, do której szkoły chodzą córki dowiadywałem z prywatnego śledztwa. Przez pierwsze dwa lata dzieci nie były posyłane do szkoły żebym tylko nie mógł się z nimi spotkać i, nie daj Boże, nie zabrał ich do domu. Jednocześnie opowiadano mi różne bajki na ten temat, odmawiając możliwości spotkań w szkole przy idiotycznych uzasadnieniach. Przez cały ten czas byłem i jestem nękany coraz to nowymi i głupszymi oskarżeniami i kilkakrotnie zamykany, włącznie z zawleczeniem mnie do psychiatryka. Narzucano mi też astronomiczne alimenty, które bezpardonowo egzekwuje się do tej pory, a wszelkie próby porozumienia się na gruncie zdrowego rozsądku są torpedowane.

Już po kilku miesiącach tego cyrku stało się dla mnie oczywiste, że wszystko to nie jest to dziełem przypadku lecz skoordynowaną akcją i że mamy do czynienia z przestępczymi strukturami w wymiarze sprawiedliwości.  Zauważyłem też, że nie dotyczy to tylko mnie, że są inne osoby atakowane w podobny sposób oraz że sądy i prokuratura są dobrze zorganizowaną i finansowaną z pieniędzy podatników mafią, która trudni się między innymi prowokacjami, fabrykowaniem oskarżeń, wymuszaniem haraczy i przejmowaniem majątków. Prominentny udział mają w tym komornicy a na usługach jest policja. W ową mafijną działalność zaangażowane są też inne instytucje państwowe ostentacyjnie mające służyć społeczeństwu. Ludzie są okradani z dorobku życia lub zabierane są im dzieci tylko po to, aby dać je do rodziny zastępczej prowadzonej przez znajomego z bezpieki III RP. Psychiatrzy znają zjawisko jakiejś szczególnej więzi porozumienia, jaka istnieje pomiędzy osobnikami z dewiacją psychopatyczną. Takie więzi wyraźnie funkcjonują w aparacie państwowym.

Pod koniec października tego roku przypadkowo dowiedziałem się w sposób nie pozostawiający wątpliwości, że moje przypuszczenia odnośnie zakulisowych manipulacji były trafne. Okazało się, że prokuratura wysyła do władz oświatowych instrukcje żeby nie mówić mi do której szkoły chodzą córki, oraz żeby sam ten zakaz też był objęty tajemnicą. Jest to ewidentnie prymitywny, charakterystyczny dla tych osobników sposób myślenia. Bo przecież odnaleźć szkołę dzieci naprawdę nie jest trudno, szczególnie w dobie Internetu i łatwości nawiązywania kontaktów. Na szczęście kontrola ze strony dewiantów nie jest pełna i gimnazjum w mojej okolicy, pytając o realizację obowiązku szkolnego jednej z córek,  przyznało na piśmie, że taka instrukcja istnieje. I nie ma tu mowy o pomyłce i kolejnej fałszywce ze strony mojej byłej Katarzyny Gaworek-Goczyńskiej. Sekretariat gimnazjum potwierdził, że kontaktował się w tej sprawie z prokuraturą Warszawa-Wola.  Gdy jednak poprosiłem o wydanie mi kopii owej instrukcji, zaległa cisza. Jak zwykle, żeby nie być gołosłownym, pod tekstem zamieszczam korespondencję z gimnazjum i z prokuraturą. Charakterystyczna jest szczególnie wymiana pism z prokuraturą, a szczególnie ich odpowiedź, nic nie mówiąca i wprowadzająca w błąd. Wspomniana instrukcja prokuratury wpisuje się dobrze w resztę dokumentów jakie posiadam, w tym w zeznanie pełnomocnika strony przeciwnej z marca 2006, że miejsce pobytu dzieci było zastrzeżone od samego początku. I w tym kontekście należy rozumieć całe zachowanie się sądów pozorujące poprawność prawną a w rzeczywistości piętrzące sztuczne problemy biurokratyczne przez ostatnie siedem lat.

Ciekawe, że tego rodzaju przekręty, (bo nie tylko ja jestem ich celem) mają miejsce otwarcie, w biały dzień i prawie nie słychać głosów nazywających rzeczy po imieniu. Jeśli są protesty, to odnoszą się one do indywidualnych przypadków i uregulowań prawnych, beż broń Boże, jakichkolwiek u uogólnień. Odnoszę wrażenie, że część tych protestów i publicystyki jest sponsorowana przez sitwę i że chodzi o właściwe skanalizowanie niezadowolenia społecznego. Dlatego są one tak nieefektywne.

Poza tym typowy Polak jest tak zindoktrynowany schizofreniczną propagandą, że nie zauważa nawet jej bezsensu. I tak na przykład, człowiek identyfikujący się z wartościami chrześcijańskim nie widzi sprzeczności pomiędzy propagowaną ideologią państwa prawa i tym, że umów należy dotrzymywać, a rozwodami, czy pomiędzy konstytucyjnymi gwarancjami dla wychowywania dzieci a przyznawaniem ojcom jedynie prawa do kontaktów. Słuchałem kilkakrotnie dyskusji na tematy rodzinne w mediach katolickich, ale takich uwag nie zauważyłem. Przyjmuje się natomiast za rzecz naturalną, że ojciec ma obowiązek płacić alimenty i pokornie prosić o własne prawa w stosunku do dzieci. Prawdę mówiąc to sędziów, którzy orzekają czy i jak często rodzic ma się spotykać z własnymi dziećmi, należałoby z urzędu posyłać do psychiatry.

Wracając jednak do sprawy, która dała początek wojnie systemu ze mną, to dowody, które ostatnio zdobyłem, stawiają w innym świetle mój trwający ponad cztery lata proces o rzekome znęcanie się i pobicie żony, gdzie zdrowy rozsądek nie miał przystępu. Pokazałem tam między innymi, że obdukcja była sprzeczna z innym zaświadczeniem lekarskim i że była w rzeczywistości spreparowana, że moja była przed awanturą jaką sprowokowała, wyczyściła rodzinny rachunek bankowy na 24 tysiące i że korzystała z pomocy specjalistów od przemocy w rodzinie, w czasie gdy ja pracowałem na utrzymanie tejże rodziny w Australii, kilkanaście tysięcy kilometrów do  domu. Sędziów nie przekonało to do moich racji, a było ich w tym procesie zaangażowanych kilkunastu. Nie wzruszyło ich też badanie wykrywaczem kłamstw, który w stu procentach potwierdził moją prawdomówność, podczas gdy świadkowie oskarżenia odmówili poddania się badaniu. Wbrew oczywistym dowodom, dostałem wyrok. Co więcej, sprawa oparła się o Trybunał Konstytucyjny, gdzie wykazałem oczywistą niekonstytucyjność jednoosobowego rozstrzygania spraw karnych a nawet niezgodność ustawy z wcześniejszym orzeczeniem Trybunału. Sędziów TK to nie ruszyło.

Pozostaje jednak promyk nadziei, że znajdzie się rozsądny sędzia i przerwie ten cyrk. Wielokrotnie sugerowałem żeby inicjatorkę wszystkich przekrętów przebadać psychiatrycznie , bo, jak wcześniej pokazałem, jej wyczyny wyraźnie wskazują na problemy umysłowe. W ten sposób można by zaoszczędzić kłopotów nie tylko mnie, co zresztą dla sitwy ma najmniejsze znaczenie, ale także dalszej kompromitacji wymiaru sprawiedliwości. O ile wiem jest to rozważane. Być może jednak jest w wymiarze sprawiedliwości resztka wyobraźni i zdrowego rozsądku, mimo wyraźnej deficytowości tego towaru.

Każdy normalny człowiek w obliczu tylu argumentów i nagłaśniania sprawy, starałby się zamknąć ją jak najszybciej, żeby uniknąć kompromitacji. Jak widać, polski sędzia nie jest człowiekiem normalnym. I nie ma w tym sarkazmu tylko chłodne stwierdzenie faktów. Pomocna w zrozumieniu wymiaru sprawiedliwości jest „Ponerologia polityczna” Andrzeja Łobaczewskiego, gdzie pokazał on, że znaczna część aparatu władzy komunistycznej to byli psychopaci w sensie klinicznym. Osobnicy ci charakteryzują się między innymi względną tępotą umysłową i brakiem zdrowego rozsądku. Dodatkową ich cechą jest „dwumowa” polegająca na używaniu innego języka we własnym gronie i innego na użytek publiczny. Pozbawieni wyższych uczuć nie znają oni zażenowania i wstydu, naturalnych u ludzi normalnych w obliczu uzasadnionej krytyki. Dochodzi jeszcze do tego maska normalności – jacy oni zatroskani i poprawni! Wypisz, wymaluj, obecni osobnicy w togach. Pod maską człowieka normalnego kryją się hieny.

Andrzej Łobaczewski stwierdził też, odnosząc się do czasów komunizmu i programów „Wolnej Europy”, że w miejsce publicystyki obnażającej wynaturzenia ustroju, lepsza zapewne byłaby profesjonalna psychoterapia dla słuchaczy, dla zachowania ich higieny umysłowej wobec władzy dewiantów. Mam wrażenie, że jego sugestia jest jak najbardziej aktualna w odniesieniu do obecnego systemu. Tak więc mam propozycję dla organizatorów kolejnych kongresów dla walki z bezprawiem. W miejsce zapraszania zawodowych, acz mało efektywnych bojowników przeciwko bezprawiu, zaangażujcie dobrych psychoterapeutów z seansami dostępnymi w Internecie. Efekt społeczny będzie prawdopodobnie lepszy. Jeśli chodzi natomiast o osobników w togach, to znawcy tematu podkreślają, że rehabilitacja psychopatii właściwej (dziedzicznej) jest raczej niemożliwa, gdyż dewiacja ta ma związek ze strukturą mózgu a na obecnym etapie wiedzy nie można w tym zakresie nic zrobić. Najlepszym  rozwiązaniem będzie zatem chyba tworzenie instytucji społecznych od podstaw, z gwarancjami dla obecności w nich ludzi normalnych. Jeśli chodzi zaś o sądownictwo, to takim rozwiązaniem jest ława przysięgłych, wybieranych losowo z szerokiej populacji. Ludzi normalnych jest bowiem w społeczeństwie dużo więcej i jeśli w skład ławy wejdzie jeden czy nawet dwóch rozsądnych inaczej, to nie wpłyną oni na werdykt.

Na pewno niewielkie są szanse uzdrowienia społeczeństwa  drogą apeli do tzw. władz. Te rzeczy były już ćwiczone, bez skutku.  Jaka jest wiarygodność organów państwowych pokazały prowokacje wokół Marszu Niepodległości, zarówno w zeszłym jak i w tym roku. Mediów mętnego nurtu nie czytam ani nie oglądam, więc trudno mi powiedzieć coś na temat stanu psychiki polityków, czy ich dewiacje są wrodzone czy nabyte i w jakim stopniu. To by wymagało szczegółowych badań. Z ich zachowania i fałszu, nie zaliczyłbym ich do grona normalnych. Jednak na pewno doskonale zdają sobie oni sprawę z sytuacji społecznej.

Kiedyś, gdy jeszcze miałem nadzieję, że coś wskóram, bywałem w Sejmie i na spotkaniach z posłami i osobiście ich informowałem o moich obserwacjach. Jedno  z takich spotkań, opisałem w tekście „Czego boją się wybrańcy narodu?”. Otóż wybrańcy narodu boją się stracić swoje uprzywilejowane pozycje społeczne, pozycje, które zawdzięczają między innymi nie wychylaniu się i postępowaniu zgodnym z instrukcjami sitwy. Interes społeczny i ludzi normalnych nie ma dla nich większego znaczenia. Zatem nie liczmy na nich, niezależnie od barw politycznych.

Naprawy życia społecznego musimy dokonać sami i nikt nas z tego nie zwolni. Im szybciej to zrozumiemy tym lepiej.

Jak wspomniałem wcześniej, załączam korespondencję, do której nawiązywałem w tekście. Chciałbym jednocześnie podziękować dyrektorowi Gimnazjum w Nadarzynie , Panu Zbigniewowi Relidze, że nie uląkł się i nie opowiadał mi bajek lecz poinformował mnie wprost jak rzeczy stoją.

Bogdan Goczyński

Korespondencja w sprawie szkoły dzieci

Pismo do Wydziału Edukacji Urzędu Miejskiego w Tarnowskich Górach w sprawie szkoły dzieci

Odmowna odpowiedź z Urzędu Miejskiego w Tarnowskich Górach

Pismo do MSW w sprawie ukrywania dzieci przez urzędników

Odmowa informacji o dzieciach ze strony MSW

Pismo do prokuratury w sprawie ukrywania dzieci

Pismo do Gimnazjum w Nadarzynie z prośbą o uzasadnienie ukrywania córki

Pismo Gimnazjum w Nadarzynie potwierdzające istnienie instrukcji prokuratury zakazującej informowania mnie o szkole dzieci.

Pismo do Gimnazjum w Nadarzynie z prośbą o kopię instrukcji prokuratury.

Nic nie mówiąca odpowiedź prokuratury

Reklamy

From → Uncategorized

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: